Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 103 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

„Lepiej umrzeć stojąc niż klęczeć przez całe życie”

wtorek, 07 marca 2006 17:59
– wywiad z Anzorem Maschadowem.

„W styczniu 2005 Rosja postawiła mojemu ojcu ultimatum: albo podda się, albo zostaną zabici wszyscy jego krewni – zakładnicy Kremla. Ojciec odpowiedział, że nie walczy dla swoich krewnych, lecz w imię wolności narodu. Że wszyscy Czeczeni są jego rodziną”. 8 marca 2005 światowe fanfary obwieściły śmierć Asłana Maschadowa. Jak zwykle słów było wiele, zaś prawdy, za grosz. Należy ją dopowiedzieć... Tak uważa 30-letni Anzor Maschadow – syn poległego prezydenta nie uznawanej Czeczeńskiej Republiki Iczkeria.   
–  Jak teraz żyjecie? Doświadcza wasza rodzina represji ze strony władz rosyjskich? Zwłaszcza teraz, gdy wystosowaliście skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu?
Gdy władze Rosji odmówiły nam wydania ciała głowy naszej rodziny, zwróciliśmy się do wyższych międzynarodowych instancji. Naszej rodzinie żyje się jak każdej innej. Żyjemy jak setki tysięcy naszych rodaków. Bezpośrednich nacisków ze strony władz Rosji w ostatnim czasie nie doświadczyliśmy, lecz nie wykluczamy takiej ewentualności. W maju 2005 nasza rodzina skierowała skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wkrótce zajmie się jej rozpatrzeniem. Spodziewamy się reperkusji.
–  Po 8 marca zwróciliście się do światowych liderów z prośbą o poparcie starań o wydanie ciała ojca. Między innymi skierowaliście apel do przywódców państw uczestniczących w obradach 11. szczytu Rosja – ASEAN. Jakie były efekty?
Nasza rodzina nieustannie zwraca się do światowych przywódców. Uważam, że poprzez demonstrowaną obojętność i bezczynność biorą na siebie częściową odpowiedzialność za kremlowskie przestępstwo. Mówimy im: „Nie gódźcie się na współudział w tej nieludzkiej, niehumanitarnej akcji!”. Rodzinie zabitego odmawia się tak elementarnego prawa, jakim jest oddanie hołdu pamięci zmarłemu i pochowanie go, jak tego wymaga religia i obyczaje naszego narodu.  My jednak nie prosimy (wszak proszących zawsze się upokarza), my oczekujemy od ludzi zwykłego odruchu człowieczeństwa. Jesteśmy bardzo wdzięczni ludziom odważnym i honorowym, którzy odpowiedzieli na nasze apele i opowiedzieli się po naszej stronie.
– Jak ocenia pan postępowanie rosyjskich władz wobec rodzin i dalszych krewnych poległych komendantów?
W 2004 r. generalny prokurator FR Władimir Ustinow wezwał do prawnego uregulowania praktyki ujmowania zakładników, krewnych bojowników – uczestników ruchu oporu, a więc jej zalegalizowania przez reżim kremlowski. Nas to nie dziwi, miało to miejsce podczas pierwszej wojny rosyjsko-czeczeńskiej, tym zajmują się i dzisiaj. Wdzierają się do domu, uprowadzają kobiety, dzieci i starców, a po czym stawiają ultimatum, żądają okupu. Bestialstwo! Bandytyzm!
– Jak odnosi się pan do upowszechnianej opinii, że Czeczenię traktuje się obecnie jako republikę znajdującą się w stadium stanowienia demokracji i państwowości?
A cóż to za różnica, jakie to państwo? Podstawą jest bezpieczeństwo narodu. Walczymy o elementarne gwarancje bezpieczeństwa naszych ludzi. Chcemy być pewni, że nie wtargną do nas z wojną. Nasza walka jest konsekwentną, logiczną walką o niepodległość i wolność. Jej idea jest nadzwyczaj prosta – bezpieczeństwo narodu czeczeńskiego. Dopiero po jego zapewnieniu możemy rozmawiać o budowaniu demokracji i państwowości.
– Utrzymuje pan kontakty z którymś z komendantów polowych?
Tak, z Abdul Chalimem Sadułajewem – naszym prezydentem.
– Co mówi Konstytucja CzRI o systemie wyboru władzy? Uznaje pan autorytet Sadułajewa, który objął urząd prezydenta CzRI?
Artykuł 75 Konstytucji CzRI wyraźnie stanowi, że kandydaturę wiceprezydenta zatwierdza prezydent. W przypadku zdymisjonowania prezydenta lub odsunięcia go od pełnienia obowiązków, zgodnie z prawem tę funkcję przejmuje wiceprezydent i pełni ją do nowych wyborów. Gdy zamordowano prezydenta Maschadowa, zgodnie z zapisami naszej Konstytucji, jego miejsce zajął wiceprezydent Abdul Chalim Sadułajew. Tak, popieram prezydenta Iczkerii.
– Asłan Maschadow zostawił panu testament. Co pan robi aby wypełnić jego zapisy?
Jeden z zapisów ostatniej ojcowskiej woli mówi, że po śmierci pragnie spocząć na naszym cmentarzu rodowym. Właśnie o to przez cały czas zabiegamy. Gdy zaczęła się druga wojna, na wypadek śmierci ojciec wyznaczył swego następcę – Abdul Chalima Sadułajewa. Wszyscy kiedyś odejdziemy z tego świata, ale każdy, jakby banalnie to nie zabrzmiało, sam decyduje w jaki sposób przeżyć tę krótką drogę. Ojciec nie raz popadał w o wiele trudniejsze sytuacje, przeżył zamachy, wielokrotnie wychodził z okrążenia, uczestniczył w bezpośrednich starciach, lecz ani na chwilę nie opuścił terytorium CzRI i nie pozostawił swego narodu. W ubiegłym roku spotkałem się z ochroniarzem ojca, wiele mi o nim opowiedział. Ilekroć szli wzdłuż granicy czeczeńskiej, ojciec wypytywał przewodników o miejscowości, w których się znajdują. Ochroniarze dziwili się dlaczego przywiązuje aż taką wagę do tych informacji. Ojciec odpowiedział: „Jutro będę mógł łatwiej spojrzeć w oczy mojemu narodowi, świadom że go nie opuściłem w tak ciężkich dla nas wszystkich czasach”.
– Może pan wyjaśnić, co zdarzyło się 8 marca?
Oczywiście. Wiem co naprawdę zdarzyło się tego dnia. Przeprowadziliśmy własne dochodzenie, na jego podstawie mogę dziś stwierdzić co następuje. Po pierwsze, Kreml zabił ojca za to, że toczącej wojnę Rosji zaproponował zawarcie pokoju. Tę propozycję osobiście skierował pod adresem Putina. Tuż po zabiciu ojca oświadczyłem, że specsłużby Rosji namierzyły jego miejsce pobytu, że żadnej zdrady, czy donosu Czeczenów nie było. Nie wiem zatem, kto z kim podzielił się „nagrodą”. O tym, że Maschadow przebywa w Tołstoj-Jurcie specsłużby wiedziały od co najmniej kilku dni. Tego tragicznego dnia, ani ojciec ani jego otoczenie, nie odbywało rozmów telefonicznych, nie wysyłało też wiadomości SMS. W 2004 na terytorium Czeczenii została zainstalowana specjalna aparatura umożliwiająca lokalizację użytkownika telefonu na podstawie kodu IMEI. Po ustaleniu miejsca pobytu ojca, z Moskwy do Czeczenii w trybie nagłym odleciał specnaz FSB Rosji. Zgodnie z rozkazem mieli ująć Maschadowa żywym. Jak widać, operacja została spartaczona. Dlatego też byliśmy świadkami kiedy Patruszew meldował o „wielkim sukcesie” operacji, na twarzach słuchaczy malowało się niezadowolenie. Bo i z czego się było cieszyć? Najpierw specnazowcy otoczyli dom we wsi Dojkur-Ewł (Tołstoj-Jurt), gdzie zatrzymał się ojciec, a potem – kilka ulic i rozpoczęli operację szturmową. Wdarli się do domu, schwytali Iljasa Irischanowa i wszystkich, którzy byli w domu. Wśród schwytanych była córka gospodarza domu, znieważyli ją w obecności rodziców, zdarli cenną biżuterię. W trakcie rewizji specnazowcy przypadkiem trafili na tajny schron, w którym był ojciec i dwóch zaufanych ludzi. Zażądano by wyszli i poddali się. W odwiedzi ojciec otworzył ogień. Specnazowcy, przekonani że bojownicy i prezydent się nie poddadzą, wrzucili do piwnicy granaty hukowy i gazowy. Po czym zeszli do schronu, gdzie znów napotkali na zdecydowany opór. W tej nierównej, chaotycznej walce, ojciec poległ śmiercią bohatera, broniąc honoru swego narodu. Jedno z czeczeńskich porzekadeł głosi: „Lepiej umrzeć stojąc, niż klęczeć przez całe życie”. Wischana Hadżimuradowa i Wachida Murdaszewa ujęli, gdy byli nieprzytomni. Wynieśli na podwórze martwe ciało ojca, zdjęli z niego ubranie i oblali wodą. Pastwili się nad ciałem zabitego prezydenta Iczkerii. Po tym haniebnym postępku, jak zwykli to czynić, rozpoczęli inscenizację przed obiektywami kamer. Znacie takie kadry na pamięć, poza wandalizmem utrwalają na taśmie dowody swego pierwotnego zdziczenia i prymitywizmu – obrazy pastwienia się nad ciałem zmarłego, demonstrując w ten sposób jakoby swoją wyższość. Do bólu wstrętne, ohydne widowisko! Poza tym, specnazowcy szturmujący dom w Dojkur-Ewle, okazali się pospolitymi maruderami – zrabowali wiele cennych rzeczy, o których na razie nie chcę mówić. Niedawno dowiedzieliśmy się, że kula wydobyta z ciała Asłana Maschadowa była kalibru 9 mm, co podobno świadczy, że ojca zabili jego towarzysze. To jawne kłamstwo. Kula nie utkwiła w ciele, przeszyła je na wylot. Widać to na zdjęciach. W Rosji w użyciu jest wiele rodzajów broni ładowanej kulami tego kalibru, na przykład – na uzbrojeniu rosyjskiego specnazu jest pistolet o wektorze 9 mm. Tak odszedł Asłan Maschadow, prezydent CzRI, poległ w obronie pokoju. Walcząc w tej okrutnej wojnie, nigdy nie tracił człowieczeństwa, szlachectwa ducha, jakie przystoi prawdziwemu mężczyźnie, bojownikowi. Prawdziwemu Czeczenowi, dla którego honor jest ponad wszystko, jest świętością, nawet kosztem własnego życia. Nigdy nie zapomnę ostatniego uśmiechu ojca. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Uśmiechu, który udowodnił mordercom, że odszedł niepokonany, do końca swego życia niezłomny.
– Anzor, skąd te wszystkie informacje? Na ile są wiarygodne ich źródła?
Odpowiem tak... informacje uzyskaliśmy od ludzi, którzy byli świadkami zabójstwa.
– Zna pan Ramzana Kadyrowa? Wasi ojcowie przez jakiś czas stali po jednej stronie barykady...
Kadyrow... nigdy dotąd nie spotkałem ani jednego Czeczena, który by dobrze się o nim się wyrażał. W czasie pierwszej wojny ojciec i pozostali nasi komendanci byli w najprawdziwszym piekle – to między innymi Grozny, Argun, długo by wymieniać miejsca walk... Pamiętam, że Kadyrow w czasie pierwszej wojny powiedział, że każdy Czeczeniec powinien zabić co najmniej 150 Rosjan. Mój ojciec nigdy by czegoś podobnego nie powiedział. Nigdy nie poniżał przeciwnika. Czyżby Rosjanie zapomnieli, kto pozwalał żołnierzom-jeńcom wrócić do matek? Jak widać, Maschadow walcząc z wrogiem, bardziej troszczył się o żołnierzy agresora, niż generałowie. Przypomnę, ojciec wzywał tych wszystkich troszewów, babiczewów, szamanowów, żeby zabrali rozszarpywane przez psy trupy swoich żołnierzy, żeby je po ludzku pochować. Ale i to mieli w pogardzie. Czeczeni sami oddawali ziemi rosyjskich żołnierzy. Bojownika Asłana Maschadowa cechował głęboki humanizm. A Kadyrow...? Dla mnie ta rodzina nie istnieje.
– Dlaczego Czeczeni dziś nie konsolidują się, nie starają się ratować tego, co pozostało?
Po pierwszej wojnie, a i teraz, władze Rosji robią wszystko, żeby podzielić i skłócić nasz naród. To jest rosyjska tradycja historyczna. Wierzę, że jeśli się zjednoczymy, zapomnimy o urazach, uchowamy siebie i nasz naród. O tym mówi Koran: „Jeśli zachowacie Bart i Nizam (Solidarność i Dyscyplinę), wówczas Wszechmocny Allah podaruje wam zwycięstwo”. Widzimy, że Rosja nie chce pokoju, więc sami o to zabiegamy, wierząc że Allah nam pomoże.
– Kto obecnie kontroluje sytuację w Czeczenii?
Skoryguję pytanie: kto dziś kontroluje Północny Kaukaz? Wspomnijmy Czeczenię 1999 roku. Ojciec uprzedził Jelcyna, że jeśli Rosja przyjdzie do Czeczenii z wojną, cały Kaukaz stanie w płomieniach. Wojna trwać będzie w nieskończoność, nikt w niej nie zwycięży, po obu stronach zginą ludzie. Przestrzegał przed tym również liderów republik północnokaukaskich. Apelował, by nie pozwolili rządowi Rosji na rozpętanie wojny. Nie posłuchali ostrzeżeń, dziś wojna dotarła na terytoria innych republik.
– Czym według pana jest wolność Czeczenii? Jaka przyszłość czeka dzieci czeczeńskie?
Wolność – to po prostu prawo do życia na ziemi naszych przodków, zgodnie z tradycjami i obyczajami, prawo do zwykłego życia i modlitwy. My, Czeczeni, wciąż nie możemy zapomnieć czasów, kiedy zabroniono nam budować meczety i modlić się. Czasów – kiedy ludzie ginęli bez śladu jeśli w ich domach znaleziono Koran. Dziś doświadczamy podobnych represji. Bezbożnicy dokonali zamachu na naszą największą świętość – nie pozwalają nam pochować bliskich. Nasza walka toczy się o wolność, o nasze najświętsze prawo do wolności. Gdybyśmy jej zaniechali i nie doprowadzili rozpoczętego dzieła do końca, nasi potomkowie nie wybaczyliby nam tego.
– Jakie są pańskie najbliższe plany?
Pochować ojca godnie, po ludzku. Wszystkim moim poczynaniom przyświeca jeden cel: pragnę przekazać prawdę wszystkim ludziom, którzy jej nie znają. Wojna na pewno się skończy. Nie mogę sprawić zawodu swym bliskim i znajomym. Pragnę też odwiedzić rodziny poległych na tej wojnie.
– Jest dziś recepta na pokój w zrujnowanej Czeczenii, w kraju który stracił setki tysięcy ludzi?
Często zastanawiam się nad tym pytaniem. Jak można zapomnieć zabójstwo bliskich, znajomych, barbarzyństwo dokonywane na naszym narodzie? Jak zapomnieć utrwalony w pamięci widok centralnego rynku Groznego, gdy na moich oczach konały i umierały kobiety, dzieci z pourywanymi kończynami,  rozerwane na strzępy ciała? Rosyjskie wojska zaatakowały nas wtedy rakietami ziemia-ziemia. Tego dnia zginęło ponad 300 osób. Jak mam zapomnieć tych chłopców, których związywano i przy pomocy materiałów wybuchowych wysadzano w powietrze? Choćby nie wiem jak Rosja próbowała uczynić z nas „radykałów”, nigdy jej się to nie uda. Czeczeni to naród wyjątkowo cierpliwy.  Proszę zwrócić uwagę ile już lat toczy się ta barbarzyńska wojna... Nasi liderzy wielokrotnie zwracali się z apelami o położenie kresu temu szaleństwu. Wojnę przecież łatwo przerwać. Wystarczy tylko, aby znaleźli się dwaj honorowi mężczyźni, którzy rozsądnie pomyślą o swoich współobywatelach i następstwach wojny.
– Dlaczego siły czeczeńskiego ruchu oporu są podzielone? A może są to siły, które wymknęły się spod kontroli?
O braku kontroli nad działaniami bojowników ruchu oporu nie ma mowy. To niesprawiedliwa opinia. W lutym 2005 udowodnił to ojciec powstrzymując działania bojowe na całym terytorium CzRI, jednocześnie zwrócił się z apelem do Rosji i świata. Został za to zabity. Owszem, działają pewne siły nie podlegające kontroli. Są to działający na własną rękę mściciele, którym Rosjanie zabili męża, siostrę, ojca lub matkę, dzieci... Wielu zadaje sobie pytanie: skąd pojawili się tak zwani „smiertnicy”, „samobójcy”? Są oni oczywistym wytworem rosyjskiego barbarzyństwa i sadyzmu. Kremlowscy generałowie powinni przewidzieć, że wszczynając wojnę sprawią, że nastaną mściciele i gotowi na wszystko „smiertnicy”.
– Jak potoczyły się losy pańskich krewnych, zakładników zatrzymanych po wydarzeniach biesłańskich?
Niedawno zmarł ojciec mojej matki. 70-letnia siostra ojca opuściła szpital, przeszła poważna operację. Za pierwszym razem, we wrześniu 2004, wywieziono ich do Chankały, a następnie –  w grudniu, do Centoroj. Przebywali tam w nieludzkich warunkach, często byli bici. Ci barbarzyńcy nie mogli pogodzić się, że nie udało im się złamać siostry ojca nawet podczas tortur. Bito ich żelaznymi prętami, byli porażani prądem. Nakłaniano ich, aby przed kamerami wezwali ojca do poddania się i złożenia broni. W styczniu 2005 strona rosyjska postawiła mojemu ojcu ultimatum: albo się podda, albo zostaną zabici wszyscy jego krewni – zakładnicy. Ojciec odpowiedział, że nie walczy dla swoich krewnych, lecz w imię wolności narodu. Że wszyscy Czeczeni są jego rodziną”. Gdy przekonali się, że Maschadow się nie podda, okupanci i ich wspólnicy za naszych krewnych zażądali niewiarygodnie wysokiego okupu. I tym razem specsłużby nie dostały ani pieniędzy, ani Maschadowa.
– Po śmierci ojca wciąż chcecie zasiąść za stołem rokowań pokojowych z władzami Rosji, jak tego pragnął prezydent Asłan Maschadow?
Oczekujemy, że wcześniej czy później trzeba będzie siąść do rokowań, aby zakończyć tę wojnę.
– Wizerunek narodu czeczeńskiego oczach świata został poważnie nadszarpnięty. Kto temu jest winien? Jest szansa, by zmienił się ten stan rzeczy?
Tak, do tego właśnie dąży rosyjska propaganda. Dlaczego Czeczeni powinni starać się „zyskać” w czyichś oczach? Przed kim mają się kajać, zabiegać o przychylność? Wizerunek mojego narodu tego nie potrzebuje! To świat powinien pochylić głowę i pokłonić się znękanemu cierpieniem narodowi czeczeńskiego. Wszystkim ludziom na całym świecie powinno być wstyd, że za ich milczącym przyzwoleniem Rosjanie zabijają nas od jedenastu już lat. Świat tchórzliwie odwraca oczy. Obawiam się, że poziom wiedzy współczesnego, cywilizowanego świata (bazującej na doniesieniach z Kremla i jego tub propagandowych) nie pozwala na dokładne zrozumienie tej wojny i właściwą, sprawiedliwą ocenę naszej walki. Aby tę wojnę usprawiedliwić, i uzasadnić swą agresję, Rosja niezmiennie oczernia nasz naród przed światem – naszą religię, idee, liderów państwa czeczeńskiego, bojowników o wolność i niepodległość Iczkerii. Rosja dąży do tego, by świat czuł wrogość do Czeczenów. Od 400 lat nazywa się nas nie inaczej jak: „rozbójnicy”, „bandyci”, „terroryści”. Niech Takie etykiety niech Kreml przylepia swoim generałom, winnym śmierci ponad 250 tysięcy Czeczenów, eksplozji budynków mieszkalnych w Rosji, zabójstw zakładników w rosyjskich miastach.
– Komisja biesłańska przedstawiła w swoich wnioskach szereg oskarżeń pod adresem Asłana Maschadowa...
Nie dziwią mnie zeznania Torszina, który wyraźnie sugerował, że Maschadow kierował akcją ujęcia zakładników w Biesłanie. Wszystko to brednie. W ten sposób Rosjanie chcą usprawiedliwić swój atak na szkołę, śmierć dzieci z rąk szturmujących. Kto to widział – rozstrzeliwać dzieci z czołgów i palić ogniem miotaczy? Kierownictwo Rosji miało możliwość dokonania wyboru z dwojga rozwiązań: Pierwsze – najrozsądniejsze: rozpocząć rozmowy pokojowe i uratować życie zakładników. Drugie – obłąkańcze: zdecydować się na szturm szkoły. Niestety, Kreml wybrał to drugie. Asłan Maschadow nie raz mówił, że nie zgadza się na branie zakładników. Mówił, że w Akademii Wojskowej uczono go planowania operacji wojskowych, a nie ataków terrorystycznych. Bezpodstawne oskarżenia pod adresem Asłana Maschadowa tak bym scharakteryzował: człowiek usiłujący znieważyć lub poniżyć godność przeciwnika, sam siebie kompromituje. Dzisiaj dysponujemy wystarczającą ilością dowodów, że Asłan Maschadow nie miał nic wspólnego z ujęciem zakładników w Biesłanie. Przytoczę jeden: dlaczego Asłan Maschadow chciał się spotkać z Szamilem Basajewem w listopadzie 2004? – Maschadowowi udało się przekonać wówczas Basajewa, aby w przyszłości nie posuwał się do takich czynów. Jak mi wiadomo, Szamil przyrzekł to ojcu. Nasuwa się pytanie, dlaczego Maschadow zamierzał jechać do Biesłana ratować dzieci, jeśli – jak twierdzi Torszin, osobiście zaplanował tę barbarzyńską akcję? I dlaczego spotkał się z Basajewem? To świadczy, że był przeciwny takim akcjom, że zrobiłby wszystko, aby do nich nie dopuścić. Ojciec powiedział bezwarunkowo, że jest gotów pomóc narodowi osetyjskiemu i prezydentowi Aleksandrowi Dzasochowowi. W dniu szturmu, 3 września, ojciec był już w drodze do Biesłana. Czekał tylko na telefon, by wejść do miasta. Strona rosyjska była pewna, że na pewno tu przyjedzie, dlatego zostali zatrzymani wszyscy nasi krewni ze strony ojca i matki. Byli na siłę zmuszani do wystąpień w lokalnej telewizji. A potem zdarzyła się rzecz najstraszniejsza – władze Rosji wydały rozkaz szturmu na szkołę. Kreml za wszelką cenę nie chciał dopuścić do przyjazdu czeczeńskiego prezydenta, Asłana Maschadowa, do Biesłana.

Zarina Achmatowa, The Chechen Times, 2 lutego 2006.
http://czeczenia.blog.onet.pl/

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Asłan Maschadow

piątek, 24 lutego 2006 7:54

Asłan Maschadow – Takiego żołnierza jak on chciałaby mieć każda armia świata. Rozsądny, przemyślany, spokojny. Doskonały taktyk. Prezydentura była dla niego jednak ciężkim doświadczeniem.

Urodził się 21 września 1951 roku. Należy do czeczeńskiego tejpu Aliroj. Całe życie marzył, aby zostać wojskowym. Taki też zawód wybrał mu ojciec oraz starszyzna rodowa.
Ukończył Wyższą Szkołę Artylerii w Tbilisi oraz Akademię Wojskowa w Leningradzie. Mieszkańcom Kaukazu nie było łatwo robić karierę w rosyjskiej armii. Nieufność powodowała, że bardzo niewielu Czeczenów zostawało pułkownikami, nie mówiąc już o stopniu generała. Jak do tej pory zdarzył się tylko jeden, któremu się to udało – Dżohar Dudajew.

Jego przyjaciele z wojska wspominają go jako perfekcjonistę w każdym calu. Nawet w najtrudniejszych warunkach polowych nosił dokładnie odprasowany mundur i ściśle wymagał przestrzegania wojskowego regulaminu. Na poligonach ćwiczył razem ze swymi żołnierzami. Karierę w wojsku zawdzięczał wyłącznie sobie. Nie miał protektorów, bogatych kuzynów ani nikogo, kto mógłby mu ułatwić awanse. W rosyjskiej armii doszedł do stopnia pułkownika. Miał jednak zbyt wielu wrogów, by zostać generałem.

Podczas pracy w wojsku służył na Węgrzech i na Litwie. Po zakończeniu kariery wrócił do rodzinnej Czeczenii.
Wkrótce potem został szefem sztabu czeczeńskich sił zbrojnych. Planował wiele operacji partyzanckich zlecając je poszczególnym komendantom: Szamilowi Basajewowi, Chunkar-paszy Israpiłowowi czy Rusłanowi Gełajewowi. Sam jednak nigdy nie chciał być bohaterem. Po udanych potyczkach usuwał się w cień, pozostawiając zaszczyty podległym mu komendantom. Nie chciał sławy ani podziwu. Pragnął wolnej Czeczenii.

Kiedy wojna się skończyła w 1997 roku został wybrany prezydentem. Zdobył blisko 60% głosów. Nie zamierzał jednak doprowadzić do podziału kraju. Swojemu największemu rywalowi do fotela prezydenta, Szamilowi Basajewowi zaproponował tekę wicepremiera.

Czasy jego prezydentury były ciężkie. Rosło w siłę ugrupowanie radykalnych wahhabitów a sam Basajew wkrótce wypowiedział Maschadowowi posłuszeństwo. Próbując ich obłaskawić prezydent zgodził się na wprowadzenie w Czeczenii szariatu. Mnożyły się porwania cudzoziemców dla okupu a mafia opanowywała wszystkie szczeble władzy. Kilkakrotnie usiłowano go zabić.

Powoli zaczął tracić kontrolę nad tym co się działo w Czeczenii. W 1999 nie zdołał powstrzymać Basajewa, gdy ten najeżdżał na Dagestan. Nic nie pomagało odcinanie się od terrorystycznych metod walki. W październiku 1999 wojska rosyjskie ponownie wkroczyły do Czeczenii.

Maschadowowi udało się ponownie zjednoczyć głównych komendantów. Tym razem jednak przewaga rosyjskiej armii była zbyt duża. W 2000 roku Grozny został zrównany z ziemią a Rosjanie przestali uznawać Maschadowa za prawowitego prezydenta Czezczenii.
Od tego czasu ukrywa się w górach, nieustannie prowadząc działania wojenne. Za każdym razem zdecydowanie odcina się i potępia wszystkie zamachy terrorystyczne, wzywając do podjęcia rozmów pokojowych.
 
   

www.czeczenia.org
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dżohar Musajewicz Dudajew

piątek, 24 lutego 2006 7:53

Dżohar Musajewicz Dudajew – Twórca niepodległości Czeczenii. Jako jedyny Czeczen w historii doszedł do stopnia generała rosyjskiej armii.

Urodził się 15 kwietnia 1944 roku. W trakcie swej kariery w sowieckiej armii służył na Syberii, w Afganistanie oraz w Estonii. U kresu dni układu warszawskiego dowodził dywizją TU-22, których zadaniem w razie ewentualnej konfrontacji z Zachodem miało być zrzucenie bomb nuklearnych na europejskie stolice.

W 1991 roku został zaproszony na Kongres Narodu Czeczeńskiego, który wybrał go swoim przywódcą. Liczono na to, że tak szanowany wojskowy zdoła wyrwać dla Czeczenii choć trochę autonomii. Przez rodaków był bowiem uważany za człowieka sukcesu.
W trakcie trwającego w Moskwie puczu, przeprowadził skuteczny zamach stanu w Groznym i został wybrany prezydentem Czeczenii (27 października 1991). Rosja nie chcąc dopuścić do dalszego rozpadu imperium wysłała przeciwko niemu i jego żołnierzom oddział komandosów. Było to jednak zdecydowanie zbyt mało by pokonać niepodległościowe aspiracje kaukaskich górali. Dudajew ogłosił jihad przeciwko Rosji.

Jego rządy były surowe ale i populistyczne. Pierwszą decyzją prezydenta było nadanie obywatelom prawa noszenia broni. Nieustannie zwalczał wspieraną przez Rosję opozycję. W trakcie jego rządów kraj pogrążył się w chaosie. Mnożyły się porwania dla okupu a liderzy mafijni bez trudu zajmowali wysokie stanowiska w administracji rządowej.

Czeczenia stała się areną nielegalnego handlu bronią i mafijnych interesów wszelkiej maści. Jego prezydentura ubiegła pod znakiem nieustannego poszukiwania uznania na arenie międzynarodowej. Bezskutecznie.

Wojna z Rosją nadchodziła szybkimi krokami. Najpierw 25 listopada 1994 grupa najemników bezskutecznie starała się zdobyć Grozny. Następnie 12 grudnia 1994 na teren republiki wkroczyły oddziały pancerne. Ostatecznie stolica upadła 19 stycznia 1995. Dudajew wraz z wojskiem musiał wycofać się na prowincję. Nie poddał się. Do ostatnich dni dowodził walką partyzancką. Zginął 21 kwietnia 1996 trafiony pociskiem rakietowym podczas rozmowy przez telefon satelitarny.
www.czeczenia.org


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szamil Basajew

piątek, 24 lutego 2006 7:52

Szamil Basajew – Najbardziej kontrowersyjny z czeczeńskich komendantów. Dla jednych jest bohaterem, dla innych demonem wojny powodującym, że droga po pokoju na Kaukazie jest ciągle bardzo daleka.

Urodził się w 1965 roku w Wiedeno. W latach 80tych przeniósł się do Moskwy, gdzie kilkakrotnie rozpoczynał i przerywał studia na uniwersytecie. Zajmował się również dorywcza pracą na budowach oraz składaniem komputerów.
W czasie puczu moskiewskiego stanął po stronie Borysa Jelcyna.
Pobyt w stolicy Rosji pozwolił mu zdobyć kontakty z wieloma handlarzami bronią.

Na wieść o ogłoszeniu niepodległości przez Czeczenię powrócił na Kaukaz i przyłączył się do walki przeciwko Rosjanom. W walkach nie wsławił się niczym specjalnym. Po raz pierwszy stał się bohaterem, gdy porwał rosyjski samolot pasażerski i zmusił go do lądowania w Ankarze. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w świetle fleszy
i kamer opowiedział światu o wolnościowych aspiracjach jego narodu. Do swej ojczyzny wracał w pełni chwały. Liczył, że dzięki temu będzie w stanie wygrać w wyborach prezydenckich w 1991 roku. Jego rodacy zdecydowali jednak powierzyć ten urząd Dżoharowi Dudajewowi – jedynemu Czeczenowi, który zdołał zostać generałem rosyjskiej armii.

Rozczarowany Basajew postanowił na serio zająć się wojennym rzemiosłem. Wyjechał do Abchazji gdzie ramię w ramię z rosyjskimi ochotnikami walczył przeciwko Gruzinom. W latach 1992-1994 przeszedł szkolenia wojskowe w Afganistanie i Rosji. Podczas tego okresu życia wyrobił sobie wiele znajomości przydatnych mu w przyszłości.

Kiedy wybuchła wojna w Czeczenii powrócił, by walczyć jako komendant polowy. Zasłynął na całym świecie 14 czerwca 1995, gdy wraz z 150 osobowym odziałem najbardziej wiernych żołnierzy najechał na rosyjski Budionnowsk – 200 kilometrów od Czeczeńskiej granicy. Podczas ekspedycji bojownicy zajęli szpital biorąc około 1000 zakładników.

W 1996 dowodził operacją odbicia Groznego. Po śmierci prezydenta Dudajewa
i podpisaniu porozumienia pokojowego z Rosją, w 1997 roku po raz kolejny stanął do walki o prezydenturę. Wybory wygrał jednak nie on a Asłan Maschadow, który oferuje Basajewowi tekę wicepremiera w nowym rządzie.     

Basajew nie umiał jednak długo znieść życia na salonach. W 1998 rezygnuje ze swej funkcji i deklaruje, że na trwałe odchodzi z polityki. Zamierzał powrócić do rodzinnego Wiedeno i zając się interesami.
W tym czasie zacieśnia kontakty z islamskimi radykałami. Utrzymuje bardzo bliskie stosunki z Jordańczykiem Ibn-ul-Chattabem. W 1999 roku wspólnie najeżdżają sąsiedni Dagestan. Basajew ogłasza się przywódcą kaukaskiej republiki islamskiej.

Kiedy po serii zamachów terrorystycznych w Moskwie Rosjanie ponownie wprowadzają wojska do Czeczenii, Basajew powraca pod komendę Maschadowa. W trakcie wycofywania się ze zrównanego z ziemią Groznego, Basajew traci nogę. Media na całym świecie podają, że zginął. Mimo, że jego stan jest fatalny, po skomplikowanych operacjach wraca do sił i staje na czele oddziałów partyzanckich. Jego ugrupowanie przyjmuje arabską nazwę Riyadh-as-Salihin (Ogrody Prawości) i zapowiada walkę o państwo islamskie.

Jego metody coraz bardziej się radykalizują. Basajew przyznaje się kolejno do wszystkich najbardziej okrutnych ataków terrorystycznych. Przyjmuje odpowiedzialność za zabójstwo Kadyrowa, porwanie rosyjskich samolotów oraz rzeź w Biesłanie. Jego przeciwnicy twierdzą, że ilekroć Maschdowowi uda się przekonać Rosję do podjęcia rokowań, Basajew zawsze organizuje lub przyznaje się do ataku terrorystycznego. Wśród komentatorów nie brakuje i takich, którzy twierdzą, że ma on bliskie powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi.

Obecnie jest uważany za światowego terrorystę numer dwa, zaraz po Osamie bin Ladenie. Mimo że jak do tej pory jego międzynarodowych powiązań nie udało się udowodnić, na czarną listę światowego terroryzmu wpisały go już oprócz Rosji, USA oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych.


(mm)
czeczenia.org

Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

GITARĄ I KAŁACHEM

środa, 22 lutego 2006 14:06
Czeczeński bard śpiewa o tragedii swojego kraju

Rodzina z Groznego zastanawia się kogo zabierze ze sobą tej nocy ogień
trzaskający za oknem. Rosyjski rekrut błaga matkę, aby zabrała go z frontu.
Timur Mucurajew śpiewa o mieście swojej młodości i zbrodniach okupantów.

W Rosji i krajach dawnego ZSRR piosenka autorska to wciąż ważny nurt życia
kulturalnego. Wystarczy odwiedzić stronę www.bards.ru, aby się o tym
przekonać. W katalogu figurują nazwiska kilkuset śpiewających autorów,
dorobek wielu z nich można pobrać w formie plików dźwiękowych i tekstowych,
a serwis jest nieustannie aktualizowany. W Moskwie działa Centrum Pieśni
Autorskiej, koncerty bardów odbywają się tu w każdy czwartek. Centrum
organizuje także warsztaty dla autorów i wykonawców, prowadzi kursy gry na
gitarze. Państwowa telewizja RTR Planeta nadaje na cały świat za
pośrednictwem satelity obszerne relacje z dorocznego festiwalu piosenek
Bułata Okudżawy, a śpiewający autorzy spotykają się na licznych przeglądach
i konkursach.

"W ubiegły weekend na legendarnym Kulikowym Polu rozegrała się niezwykła
bitwa. Jej niezwykłość polegała na tym, że tym razem nie biły się bractwa
rycerskie, ani nawet dzielni komandosi. Bitwa rozegrała się między...
bardami" - donosił Russkij Kurier w numerze 115 z czerwca ubiegłego roku.
Relacja dotyczyła czwartego festiwalu pieśni autorskiej Kulikowe Pole, w
którym o palmę pierwszeństwa rywalizowali śpiewający poeci z 17 miast Rosji
i tzw. "bliskiej zagranicy". Niektórzy z nich, aby dotrzeć na festiwal nad
Donem, musieli pokonać tysiące kilometrów, jadąc z Irkucka, Taszkientu, czy
Anadyru nad Morzem Beringa.

Swoich bardów ma w Rosji każde miasto. Z tej bogatej tradycji piosenki
autorskiej, tak bliskiej rosyjskiej duszy, wyrasta twórczość Timura
Mucurajewa, czeczeńskiego poety śpiewającego po rosyjsku. Język i forma
przekazu - naturalne dla kogoś, kto wzrastał w jednym z narodowych baraków
sowieckiego imperium - stały się w jego przypadku potężnym orężem w walce ze
spadkobiercami aparatu terroru tego imperium, jakimi są dla Czeczeńców (a
zapewne nie tylko dla nich) rosyjskie wojska równające z ziemią Grozny.



Wirtualny banita

Z większości krążących w Sieci zdjęć Mucurajewa spogląda na nas przystojny,
niespełna trzydziestoletni brunet, z krótkimi, kędzierzawymi włosami. Jasna
sportowa marynarka, rozpięty kołnierzyk  koszuli - tak swobodnie pozował do
fotografii, które znalazły się na okładkach jego płyt. Inne zdjęcie
przedstawia grupę partyzantów siedzących w niedbałych pozach na kanapie.
Podwinięte nogawki przemoczonych polowych mundurów, porozrzucane w nieładzie
śpiwory. Czeczeńskie komando w jednej ze swoich wilczych kryjówek. Drugi od
prawej w górnym rzędzie siedzi Mucurajew. Te same gęste brwi, szeroki prosty
nos i mięsiste usta. Ale uśmiech już nie ten sam, co na wcześniejszych
fotografiach. Nie swobodny i beztroski, tylko hardy, zacięty. I czarne włosy
ścięte na rekruta. Walczący poeta  "podczas 10-letniej wojny stracił nogę i
ojczyznę, w której jest prześladowany, jak zbrodniarz który dokonał zamachu
stanu" - napisała o nim ukraińska "Klasa Robotnicza" we wrześniu 2003 r.

Timur Mucurajew urodził się 25 lipca 1976 r. w Groznym. Jako młody chłopak
zapowiadał się na znakomitego sportowca. W wieku 15 lat był już mistrzem
karate Czeczenii-Inguszetii, w 1993 r. potwierdził swój sukces w skali
Federacji Rosyjskiej. Sportową karierę przerwała w grudniu 1994 r. wojna.
Karateka z Kaukazu bez wahania przystąpił do ruchu oporu, walczył na tzw.
froncie centralnym, gdzie został ranny. Wojenne doświadczenia obudziły w nim
talenty niezwiązane ze sportem - poety, kompozytora, wykonawcy własnych
pieśni. Młodzieńcza pasja wkrótce okazała się jego powołaniem.

Do twórczości Mucurajewa najłatwiej dotrzeć przez Internet. Jego pieśni to
taki sam element niepodległego wirtualnego państwa, jak internetowe strony
nieuznawanego przez światową dyplomację rządu, czy niezależnych czeczeńskich
gazet. No, może z jedną tylko różnicą. Strony z pieśniami Timura są nawet
szybciej od informacyjnych czeczeńskich witryn namierzane i blokowane przez
"nieznanych sprawców".  Jednak, mimo starań rosyjskich służb specjalnych,
pieśni Mucurajewa zdobywają coraz liczniejsze grono odbiorców we wszystkich
krajach rosyjskojęzycznych.



Islam, ojczyzna, lud

Mucurajew jest pobożnym muzułmaninem. Gorąca religijność emanuje z każdego
zdania wywiadu opublikowanego na jego stronie internetowej. Mucurajew jest
również czeczeńskim patriotą, większość jego pieśni to gorące patriotyczne
manifesty. Mucurajew jest wreszcie mistrzem autokreacji - jako
poeta-rewolucjonista, piewca niepodległości Czeczenii i zwycięstwa islamu
nad barbarzyńskimi najeźdźcami, uczynił się własnością narodu, jednoczącą
ten naród żywą legendą, uniwersalnym mitem, którego atrakcyjności dowodzi
rosnąca popularność jego twórczości także poza granicami Czeczenii.

- Wiele tekstów oddają mi nieznane osoby. I kiedy mnie pytają ludzie innych
narodowości, choćby z Dagestanu, odpowiadam z dumą: teksty moich pieśni
pisze mi mój lud! - wyznaje poeta. Dla wielu młodych muzułmanów
błyskawicznie stał się idolem.

"Rosłam i dojrzewałam z jego pieśniami, każde jego słowo (...) zmusza
każdego muzułmanina do zastanowienia się nad wieloma rzeczami w naszym
niełatwym życiu. Nie jestem Czeczenką, ale uważam, że my - muzułmanie -
powinniśmy być zjednoczeni. I nieważne w jakiej części świata zabijają
naszych braci i siostry, ich rany - to także nasze rany" - napisała jedna z
fanek Mucurajewa w poświęconej mu dyskusji na forum białoruskiego portalu
oz.by.

Nic dziwnego, że dla okupantów jest jednym z czołowych wrogów publicznych. W
zgryźliwym artykule pod znamiennym tytułem "Estetyka terroru", zamieszczonym
w piśmie rosyjskich służb specjalnych "Specnaz Rossiji" czytamy m.in.: "Żeby
zapewnić sobie sympatię muzułmanów na całym świecie, Mucurajew i jego kumple
śpiewają o dżihadzie, o wyzwoleniu spod "jarzma niewiernych" miejsc w
rodzaju meczetu Al-Aks. Słuchając ich pieśni można odnieść wrażenie, że dla
czeczeńskich bojowników nie ma ważniejszych problemów, jak wypędzenie Żydów
i zdobycie Ziemi Świętej".



Patrzę na moje miasto

"Straszny wiek, wiek niewiary oraz zła / tylko dżihad życie jasnym czyni
 nam" - śpiewa Timur, w cytowanej przez rosyjskich speców od propagandy
pieśni "Jeruzalem". Zaszufladkowanie go jako islamskiego fanatyka nie jest
jednak takie proste. Eksponowany przez przeciwników artysty islamski wątek
jego twórczości jest oczywiście ważny, lecz nie jedyny.

To prawda, że pieśń "Jeruzalem" do filmu "Wojna" należy do najbardziej
znanych i popularnych utworów Mucurajewa. Ale wystarczy posłuchać kilku
innych jego utworów, aby zrozumieć, że czeczeński bard, posługując się
różnymi metaforami, śpiewa najczęściej o tym samym - o Groznym, ukochanym
mieście swojej młodości, dziś zniszczonym i zniewolonym.

"Gdzieś tam hen, jest świątynia, boży dom / O Allachu, pozwól nam zobaczyć
go / Wszak go dziś okupują siły złe / Więc o jedno w modłach swych prosimy
Cię: Jeruzalem!" - błaga przejmująco, a jego słuchacz wie doskonale, że
świętym miastem, które poeta chce odbić z rąk niewiernych, jest tak naprawdę
czeczeńska stolica.

Mniej znana, a bodaj najbardziej poruszająca pieśń, "Płonie ogień", trwa
zaledwie nieco ponad półtorej minuty. Opowiada o rodzinie z Groznego,
wsłuchującej się przed zapadnięciem nocy w trzask szalejących za oknem
płomieni.

"Płonie ogień w nocnej dali / Czekamy wszyscy na upragniony świt / Nie do
snu nam, wszędzie słyszymy walkę / I wiemy wszyscy, że nie ma ratunku" -
śpiewa Mucurajew zmęczonym, zdartym głosem. Wszyscy w domu wiedzą, że wraz
ze świtem ogień odejdzie, ale nie mogą przestać myśleć o tym, kogo zabiorą
ze sobą tej nocy płomienie. "Ty, czy ja? Syn, czy córka" - wylicza zdarty
głos.

Na internetowej stronie poety jest do pobrania teledysk do piosenki "Grozny".
Klip został nakręcony i zmontowany kompletnie po amatorsku, głos piosenkarza
nijak nie chce współgrać z zaaranżowanym na kilka instrumentów podkładem,
ale całość robi ogromne wrażenie.

"Patrzę na surowy monolit mojego miasta / Patrzę i piersi ściska mi ból na
widok smutnych ruin" - śpiewa Timur, a tym prostym słowom towarzyszą migawki
z Groznego A.D. 1987. Fontanny przy bulwarach, kolorowe baloniki na ulicznym
straganie, mężczyzna tańczący na zalanej słońcem ulicy. Przez prospekty
Groznego jedzie trolejbus, przemykają pojedyncze łady - leniwy spokój, jak
na wyludnionej latem warszawskiej Pradze. Za chwilę oczywiście współczesne
zdjęcia całych dzielnic przypominających Warszawę po Powstaniu: wypalone
czerepy kamienic straszą oczodołami czarnych okien, wzdłuż ulic ciągną się
szeregi zrujnowanych domów i ogromne leje po bombach.



Witamy w piekle

Europa i Rosja to dwa odległe światy. W dniu, kiedy polskie media podały
informację o korzystnym dla Czeczenów wyroku Trybunału Praw Człowieka w
Strasburgu, który uznał, że Rosja łamie podstawowe prawo mieszkańców
zbuntowanej republiki - prawo do życia, spiker rosyjskiej telewizji
satelitarnej RTR Planeta, niskim, wibrującym głosem zapowiadał dokumentalny
film o siłach Specnazu działających na pograniczu Czeczenii. - Znaleźć i
zniszczyć. Jak rozprawiono się z bandą Giełajewa - reklamował relację z
polowania na jednego z najbardziej poważanych czeczeńskich komendantów, o
którego oddziale Mucurajew ułożył pochwalną balladę (piosenka stanowiła
ilustrację dźwiękową do dokumentalnego filmu o wojnie w Czeczenii,
wyemitowanego kilka lat temu przez polską telewizję publiczną). Legendarne
już postacie czeczeńskiego ruchu oporu to oczywiście główni bohaterowie
wielu pieśni Timura. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje Dżochar Dudajew,
pierwszy prezydent niepodległej Czeczenii, zamordowany przez Rosjan w 1996
r.

Bard wspomina go w piosence pt. "Dżochar" jako męża opatrzności, który
pchnął zniewolony naród na drogę walki o niepodległość: "Wrogie zamknęły się
okowy / Znów szykowali nam wagony / Lecz tyś tu wszystkim z bożej woli /
Otworzył oczy nam".

Strata przywódcy jest bolesna, ale z raz obranej drogi naród już nie
zawróci. "Czeczenio, Twych dzieci kwiat odchodzi już / Na śmierć, bo nie ma
dla nas innych dróg. / Dżocharze, wypełnimy twój testament / Wolności zew w
nas nie ustanie / Bez przewodnika wilcze stado / Świat innym stał się
wnet" - śpiewa Mucurajew o śmierci Dudajewa.

Gdyby jednak czeczeński bard śpiewał wyłącznie hymny na cześć partyzantów,
jego sława zapewne nie wyszłaby poza góry Kaukazu. Niektóre jego pieśni, w
swojej głęboko pacyfistycznej wymowie, daleko wykraczają poza kontekst wojny
czeczeńskiej.

"Mamo przyjedź - proszę - i zabierz mnie stąd / Żywego, a choćby martwego,
lecz zabierz stąd mnie / Mamo ja płonę! Płonących zwłok wkoło mdły swąd /
Warczących psów głodna gromada w strzępy mnie rwie" - pod tym błaganiem
rosyjskiego rekruta, doskonale zdającego sobie sprawę, że to nie on jest
ochotnikiem w wojnie, w której przyszło mu brać udział, mógłby się pewnie
podpisać niejeden młody człowiek, który o Czeczenii nawet nie słyszał.

Piosenka "Witamy w piekle", z której pochodzi cytat, jest słuchana po obu
stronach kaukaskiego frontu.

Czeczeński poeta znakomicie potrafi też posługiwać się alegorią, aby w
swoich piosenkach podkreślić znaczenie wartości dla niego najwyższej -
ludzkiej wolności. Oto ubogi pastuszek z wysokich gór, znany z tego że
pięknie gra na fujarce, nie chce zamieszkać w królewskim zamku, aby zabawiać
władcę. "O dobry mój królu, za troskę dziękuję / lecz wolność to przecież
największy mój skarb / Ja kocham swe góry, i drzewa, i gwiazdy / Nie
przeżyłbym bez nich ni dnia" - odpowiada na królewską propozycję. I
oczywiście trafia do lochu, a rankiem królewscy siepacze znajdują go
martwego. Czeczeński pastuch nie ma wszak prawa sprzeciwić się władcy...



Gitarą miasta nie zdobędziesz

Na przełomie 1999 i 2000 r. podczas działań wojennych w Groznym rosyjscy
komandosi krzyczeli przez linię frontu: Gitarą Jerozolimy nie weźmiesz! -
Wiem, że miasta odzyskuje się zbrojnie, a nie przy pomocy gitar. I wiem, że
są ludzie którzy mówią: o, proszę, śpiewali pieśni o Jerozolimie, a teraz
nasi chłopcy giną - przyznaje Mucurajew. - Ale nie nawołuję przecież do
niczego, czego nie robiłbym sam - dodaje.

Przed wojną był mistrzem Federacji Rosyjskiej w karate. Walka to jego
żywioł. Na macie już nie stanie, bo na wojnie stracił nogę. Ale swój dżihad,
świętą wojnę, której nie da się - jak chcą tego jego przeciwnicy -
sprowadzić do fanatycznej nienawiści o podłożu religijnym, przeniósł w inny
wymiar. "Może i Jerozolimy nie zdobędziesz, ale serca mudżahedinów
powinieneś podbić. Oni Ci wierzą!" - to kolejny głos z cytowanego już
białoruskiego forum internetowego.

Odczytując twórczość Mucurajewa w Polsce nie sposób uciec od narzucających
się skojarzeń z naszymi walczącymi poetami: Baczyńskim i Gajcym. Przy
wszystkich różnicach, jakie dzielą ich i ich poetykę od czeczeńskiego barda
i jego piosenek, nie można nie zauważyć podobieństw losów. Dziś zapewne
"Bugaj" i "Topornicki" zostaliby przez poprawną politycznie prasę uznani za
oszołomów - wszak publikowali w skrajnie prawicowym piśmie, jakim była
"Sztuka i Naród". I oby na tym skończyły się podobieństwa między losami
dwóch polskich i jednego czeczeńskiego poety.



Przemysław Bogusz




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 22 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  40 352  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 40352

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl